kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

Dziwny dzień…

2 komentarzy

Miałam doła… Poprostu jak zwykle straciłam na chwilę wiarę w swoje możliwości… Niepotrzebnie… Trzeba zawsze szukać wyjscia, nie poddawać się.. niestety czasem to takie trudne, kiedy wszyscy w koło z łatwością pojmują coś, co dla ciebie jest ciemną magią… Ale płacz to cudowny lek.. oczyszcza szybko umysł. Bo przecież w płaczu opadają emocje, przywraca się szybko trzeźwosć umysłu i można trzeźwo spoglądając na sytuację przestac się nią przejmować…
Lubię czasem sobie tak trochę popłakać.. i Wcale nie sądzę, ze płacz ukazuje słabość. Tylko prawdziwie mocni ludzie nie wstydzą się łez.

Kurcze!!!

1 komentarz

Nie wiem o czym mam pisać, jakoś żadnej weny…
Strasznie podobają mi się bajki Krasickiego… Własnie omawiamy oświecenie i normalnie te morały sa bardzo ponadczasowe i prawdziwe..:) Poza tym zajęłam się trochę oriflamem, nie wiem jeszcze czy chce na tym zarabiać, czy sobie poprostu czasem cos kupic na zniżke… Się zobaczy:)
W szkółce jak zawsze nudy i zapierdziel… nie kapuje matmy ale to u nas norma:) jakos wyszlam po tych 2 miesiacach, ale i tak to jest najgorszy narazie okres w mojej edukacji, choc na tle klasy wyglada to niezle:) Ale to nie jest kwestia nauki tylko ilosci i jakosci materiału i pytań na sprawdzianach:) Poczekamy zobaczymy moze troche przystopuja:)
W życiu osobistym całkiem ok:) nawet sie nie kłócimy, jest fajnie, tylko nie ma czasu na zabawe wspolna, bo on ma mature i jakos tak… Wogule chyba bym wolała nie mieć chlopaka w okresie szkoly sredniej, ale jak teraz mogłabym z niego zrezygnowac? nigdy!!!!!
====>Jeszcze tylko 1,5 roku i wszystko wroci do normy, bedziemy uczesani i przezorni, ale jeszcze dzisiaj i jutro, pojutrze i popojutrze… zapierdziel:)<====

JEstem zmeczona… T ciągłe sprawdziany, kartkówki, odpytywania, nauki od cholery…. Te ciągłe kłotnie, narzekania, marudzenia, niezadowolenie innych, moja irytacja,…. Ten ciągły deszcz, mgła, zła pogoda, szarość, mróz, zimne powietrze…. To poczucie uciekania czasu, marnowania go, nie korzystania z uroków świata, z własnego zycia…. Ten brak kontaktów, możliwości spotkania sie z kimś, kto kiedyś się liczył, to zapomnienie i obojętność wobec ludzi niedawno przeciez jeszcze tak ważnych…. Ten brak ambicji, brak motywacji, brak bodźców popędzajacych do pracy, brak czegokolwiek i kogokolwiek ciekawego w moim życiu PRZYPRAWIA MNIE O MDŁOŚCI I CHCE ODPOCZĄĆ, CHCĘ NIE MYŚLEĆ JUZ O SZKOLE O NICZY, TYLKO ZAGŁEBIĆ SIĘ W MOJE ŻYCIE, W PEŁNI JE WYKORZYSTAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Spotkanie

2 komentarzy

Z Julką:) JAk zwykle było super!!!! Z nią się zawsze fajnie gada.. szkoda tylko, że tak żadko nam się to zdarza, aby porozmawiac na nasze ulubione tematy filozoficzne… To wszystko przez szkołe i zajęcia ktore niszcza normalnie życie… Dzisiaj np doszłyśmy do wniosku, że najwspanialsze jest gdy widzi się szcześliwa 70-letnią parę staruszków idącą za ręce i z miłoscią patrzących sobie w oczy.. Albo jak cudownie by było w wieku 80 lat spojrzeć w swoją przeszłość i nieczego nie żałować, wiedziec, ze przeżyło się to zycie dobrze i spokojnie móc patrzeć na siebie nie wyrzucajac sobie błedów przeszłosci… TAk tylko aby to pozniej moc zrobić najpierw trzeba sie starac, meczyc, cierpiec, myslec… TAk myslenia w dzisiejszym naszym swiecie nie jest za wiele.. Chcemy, aby inni za nas mysleli, zeby dojsc do fortuny na czyjejs ciezkiej pracy, jego wysiłkiem… dobra chyba juz przynudzam… pozno jest nie mysle… Niech juz beda wakacje…

o własnie strasznie dawno nic tu nie napisałam… No bo jakoś nie było czasu, a jak już znalazłam czas, to wtedy akurat komputer mi siadł..
Z wydarzen dnia codziennego:
Środa minęła bardzo szybko i bez wiekszych rewelacji, a jak nawet były, to teraz już nie pamiętam…:)
W czwartek dzień był co najmniej zawalony… Najpierw lekcje, potem angielski, potem grupka:) Nalezałoby napisać coś więcej na ten temat:) Było naprawdę świetnie, żartowaliśmy, bawiliśmy sie, żarliśmy ciasto, było exstra… Tylko dzień trochę smutny, bo bez miśka:( Jestem zadowolona z tego z kim jetsem w grupce a najbarzdiej to się ciesze, ze jej nie ma.. Jakoś ostatnio po 1 nie lubie jej za bardzo, nie umiemy sie dogadac, ale ona tez ma swoje zycie i nie chce mnie w nim… a mnie to nie przeszkadza… ani troche… moze kiedys mi sie zateskni. Animator- ciezko jest, czasem mam wrazenie ze sie nie dogadamy, ale kto wie? Moze wlasnie nareszcie nam sie uda dojsc do porozumienia…
Piątek był dniem strasznym… w szkole niemiecki, na którym mnie zapytała. Byłam kompletnie nieprzygotowana, bo kto mogl sadzic ze zapyta mnie 2 raz w ciagu 2 tygodni/? a potem jeszcze trudna kartkowka z anglika i sprawdzian z infy, ktory pisalismy na kartkach, bo wysiadł prad.. jak ktoś wie jak się pisze programy na kartce bez kompilatora to wie o czym mowię…
Sobota była wspaniała. Miałam imieniny i wiele osób o tym pamię tało, za co wielkie thanks :D:D:D:D:D ja spedzilam ten dzien na pomaganiu… najpierw 8 godzin stałam za ladą i sprzedawałam kawę herbatę ciastka i rózne takie… robiłam ja myłam gary przygotowywałam poczestunek… bardzos ie duzo narobilam… ale nie na darmo.. wiem ze wielu ludzi było mi wdziecznych, ze dzieki mnie mogli dostac te rzeczy… potem worcilam pomoglam bratu z chemia i zajełam się moim komputerem… i tak do 1 w nocy go robiłam, ale na szczescie teraz juz wszystko narazie poprawnie dziala:) A niedziela jest olewkowa, ajk zwykle nie chce mi sie nic robic, opiprzam sie na 18 30 ide do kosciola….

koncze bo cos strasznie długa ta notka wyszla… same fakty z zycia:) soorrryyy alllll

No i zaśpiewałam… Było dobrze, nawet się nie bałam tak strasznie, choć trochę mi się trząsł głos… I zafałszowałam parę, no moze parenaście razy:P Ale to nie jest wazne, poprostu wypełniłam swój obowiązek…
Najgorsze to jest to, ze już więcej się nie pokarzę w moim kościele… Te buraki zrobili mi siarę… JA rozumiem, że chcieli mnie nagrać, nic by nie zaszkodziło, gdyby sobie na komórce nagrali mój śpiew, nawet jakby na komórkowej kamerze…. Tylko chodzi o to ze wystawili na środek kościoła wielką kamerę i filmowali moj wystep/… POprostu jestem na nich wściekła. Nie byłam nawet w stanie ich opieprzyć, bo spływał ze mnie stres. Proboszcz się zdenerwował, Waldek powiedział, ze chciał ich wyprosić. Wogule z tego zrobiła się tania sensacja.. JAkis koncert ok ale zwykły psalm, to jeszcze nie widziałam, zeby ktoś kamerował… JEstem zła..

Wogule cały dzień dzisiaj miałąm stresujący, a raczej nie stresujący a byłam poprostu zła i niemiła przez ten dzień. Opieprzyłam m, opieprzylam m. Wszyskim sie oberwało. Ale nie tylko ja chodzę dziś poddenerwowana.. Wszyscy jakos tak maja zły humor…

Miałam pójść do Pawła, ale nie bylo Oprycha i nie ide… A teraz musze znalesc jakis szybki sposób na wyluzowanie sie i zrzucenie z siebie tego złego nastroju…

NOtka

1 komentarz

Boję się!!! Tzn nie tak bardzo się boję ile wiem, że napewno mi nie wyjdzie, że się pomylę, ze zafałszuję:( POprostu nie umiem śpiewać:) Ale raz się zyję:) Wyjdę na środek i zrobię co trzeba:)

ten rok jest niezadowalający w szkole… Ciężko mi, mam kiepskie oceny, nie chce mi się uczyć:) Obawiam się tylko, że przeze mnie inni tez nie poświęcaja wystarczająco czasu na naukę.
Mam takie głupie rzeczy jak pascal których wogule nie rozumiem, i wogule ejstem nieszczęśliwa… Ale bawię się dobrze…

Co znaczy że wczoraj była sobota 18.10. Była pielgrzymka..>:)< było WSPANIALE… Bawiłam się świetnie, nareszcie spędziłam dzień z Bogiem a i z Marcinem. Poza poranna sprzeczką był cudowny, miły, kochany, własnie taki jaki powinien byc:) Czułam się cudownie… Wymodliłam się za wszystkie czasy i poza straszną zimnicą, która mnie przenikała do szpiku kości, czułam się świetnie…
Szkoda tylko, że Szymka nie było, ale może to i lepiej, bo nie wiedziałabym jak się zachowac. A i Łukasza tez nie było. Za to po pielgrzymce poszliśmy mu złozyć życzenia:) Zdziwił się ale bardzo ucieszył:) I nie wiem skąd się domyślił, ze to JA:)
Nie obejrzałam filmu, nie widziałam szymka, nie przypomniało mi się ten cudowny czas, wiec nie żałuję tak bardzo…. Lecz Gosia kupiła i chyba obejrzę a wtedy…. to nie wiem jak będzie.
Jeszcze znowu mam problem i znow trzeba walczyć… nie wiem jeszcze jak długo ile razy jeszcze… Mowi ze poraz ostatni i pewnie ma racje… CAłkowitą

czy?

2 komentarzy

Czu poprzednia notka jest pesymistyczna? czy naprawde az taka straszna… nie sadze.
Nie wszyscy ktorzy mnie znaja wiedza zapewne ze pesymizm nie jest moja naturą,
że ja jestem wieczna optymistka, choc czesto narzekam
że nie poddaje sie tak łatwo, choc płacze i mowię ze nie mam sil,
że umiem walczyc do konca, choc czuje ze sprawa jest beznadziejna,
że potrafie nawet w beznadziejnych sytuacjach zachowac usmiech duszy, choc na twarzy pojawia sie grymas,
że kryję cierpienie w sobie i radosc tez w srodku…
że okazuje uczucia ktore sa potrzebna do okazania…

ze jestem fałszywa? moze to tak brzmi… ale chyba nie tak… chyba bardziej pozytywnie./..
Jestem idiotka… ktora nie dostrzega siebie w sobie….

jestem leniem

1 komentarz

czuje sie źle
a tak chcialam byc
nie miec nie chciec
ale byc
poprostu
ale juz nie chce
nie
nie
chce
tylko nie umiem
nie mam sily
samozaparcia
nie potrafie
starac sie
prosic
o milosc
o troske
o wszystko
o Niego
Ale musze
i
bede walczyc
dokad starczy mi sil
czyli juz nie tak długo


  • RSS