kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

Kurcze

Brak komentarzy

Od ponad tygodnia nie mam neta. Nie mam nawet komputera. Nie mam mojego jedynego i najlepszego kontaktu z N.-Gadu-gadu. Telefon jest oblegany. Zawsze był, ale teraz to już wogule. Tęsknię za moim gadu, za blogiem. Jedyną okazją jest informatyka. Właśnie powinnam robic jakieś bazy danych. Nie umiem, nie chce mi się nie potrafię, Więc zajmuję się czymś innym:) Ale gadu tutaj też się nie da wgrać. Poza tym żyję szczęśliwie. W poniedziałek byłam na wycieczce:) Było świetnie, super, wspomnienia maksymalne… Chcę kiedyś pojechać do Kujakowic. Tam dopiero było super, albo do pasterki. Wspaniałe piosenki, przegląd literatury. Dziś siedzę w szkole Pierwszy raz od piątku:) Lubię zaczynać tydzień w środę:) I już niedługo weekend. W Parowozie było super, Na wspólnotowej imprezie nie było fajnie. A w Metropolis nie byłam. Mam problemy w domu. I nie poszłam.
Spotkania są teraz we wtorki i na ostatnim było fajnie.Poza tym wczoraj były ostatki i tak sie najadłam ze mogłabym cały post na chlebie i wodzie i tak bym nie zrzuciła tego wszytskiego:)
Dzis jest sroda popielcowa, zaczyna się piekny czas zadumy, dla mnei to jest naprawdę piękny czas. Oczywiscie zrobiłam sobie postanowienia i mam nadzieje ze uda mi sie ich dotrzymac.
Musze sobie naprawic komputer i miec nareszcie internet, bo tak wszystkiego naraz sie nie da opowiedziec. Mma tyle tresci do przekazania a nie bede juz zanudzac.. Wiec spadam i moze sprobuje cios z ta baza danych zrobic:(

Informa

1 komentarz

Siedzę sobie jak co tydzień na informie. Zauważyłam ciekawą własnosć, że coraz łatwiej mi przychodzi nauczyc się tego. Jakoś otworzył się moj rozum na te dziwne rzeczy. Myślę, ze to dobrze. Bo np. dziś robimy jakieś procedury i nawet pomimo tego, ze mnie nie było ostatnio na lekcjach jakos sobie radzę. Może to jakiś przełom. :)
Co do życia to jakoś leci. Wczoraj znowu zrabał mi się net. Wkurzyłam się, bo miałam parę rzeczy do załatwienia wieczorem na gg, ale nie mogłam. Apropo wczorajszego dnia, to strasznie się miło wszytskim zaskoczyłam. Najpierw to spotkanie z Agą. Jakieś dziwne, inne, niespodziewane. Ale świetne:) A co do grupki, to było tyle odpałów, że to trzeba było widzieć. Jeszcze ksiądz przyszedł.
Z rzeczy innych, to jakoś sie układa wszystko, mam nadzieje, że będzie już coraz lepiej. Przecież gorzej jak było, to już raczej nie będzie. Ten weekend mam tak zajęty, że nie wiem czy nawet zdążę piernąć, nie mówiąc o nauce. I tak z wielu rzeczy już musiałam zrezygnować. Dziś idę do Parowozu… żal mi, bo przez to nie pójdę na wspólnotę, ale może mi wybacza. Już dawno zapłaciłam, więc nie mogę zrezygnować. A jeszcze jutro za to trzeba będzie zrobić sobie post:P Jutro o 8 rano mam kurs i znowu sie nie wyśpię…. będę na kacu w szkole… A wieczorem impreza ostatnkowa w mojej salce… będzie świetnie. Żal mi tylko imprezy Marcina. Myślalam, ze będzie my mogli się dogadać. A tu jest problem.

Dziś mija środa. Wspaniały dzień. Od rana do 16 w szkole. Masakra. Zmęczenie. Olbrzymi wysiłek, żeby cos zrozumieć , skumać, wysłuchać do końca i jeszcze się nauczyć. No, ale nareszcie się skończyło. Teraz odpoczywam sobie w domciu, relaksuje się. Aż się dziwię, ze ostatnio tak mało mam czasu. Choć myślalam, ze będę nareszcie mogła pobyć trochę ze sobą w spokoju, to jakoś to nie wychodzi. Boje się poza tym jutra, choć napewno będzie normalnie jak zawsze, to jednak się trochę boje. Bo co jak?
Od ostatniej notki wiele się zmieniło. Sobota 14 lutego, nadzwyczajny dzień. Nie zapomnę go nigdy. A ten szampan smakował tak dziwnie:
Potem niedziela niby spokojna, a jednak:) No i od poniedziałku nauka, zapieprz, pomieszali nam plan lekcji, nikt nic nie wie, nikt nie umie powiedzieć o co w tej szkole chodzi:) Ja jeszcze na dodatek angazuję się w wiele różnych przedsięwzięć. Chociażby pomoc w nauce, albo w graniu:)
Powstaje fajna wspólnota. Była wczoraj. Mam nadzieję, ze będzie super. I tam i we wzonie. Na pewno damy radę razem. Bo tylko mocą grupy, możemy coś zrobić. No i Boga. Ale On akurat jest w obu.
Właśnie niedługo post się rozpoczyna. Piękny czas na przemyślenie swojego życia i postępowania. Polecam wszytskim jakieś postanowienia , które ćwiczą naszą wolę. Ja osobiście juz wybrałam i czekam… Ale zanim nastąpi post, to jutro objem się pączusiów i przeżyje mnóstwo ostatkowych imprez, które napewno nie pomoga mi w nauce.:) Pozdrawiam was wszystkich bardzo bardzo serdecznie.

Przepraszam za tą chwilę zapomnienia, kiedy sypałam jakimiś tekstami i wierszami. Takigłupi nastrój mnie opanował. A teraz wszystko wraca do normy. I wszystko będzie prześlicznie dobrze. Nie wiemczy tak dobrze jak ja chce ale dobrze:) Dzis czeka mnie ciezka rozmowa. A nawet nie jedna:) Ale już jest i tak super bo mama była 15 cm od paczki westów i jej nie znalazła:) Za to wrociłam z imprezy o 4 zamiast o 2… I mają niezłe bury. Nie wiem co wymyślę, ale muszę być pokorna, co ostatnio mi ciężko wychodziło.
Co do imprezy, była świetna, super się tańczyło. Jak On jeszcze raz powie, ze nie umie tańczyć, to mu skopie ten zgrabny tyłek:P jedzonko i picie strumieniami, szaleństwo i zapomnienie:) Do czasu. Jak na każdej imprezce, nie mogło zabraknąć smutów, problemów, załamek. Ale ogólnie było cudownie. DZIĘKI JARKU, ŻE CZASEM ROBISZ IMPREZY.
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ!!!
P.S. 13 luty 2004 kolejna data do zapamiętania!

Okrucieństwo Natury, ten zarzut surowy,
Lecz słuszny, choć go serce z rozpaczą odgania,
Ten błąd wieczny, tyrański, wyrodnej urody,
Niepokoi mnie nocą, aż się gwiazdy mącą,
Zmieniając konstelacje w znaki zapytania.

I nie cieszy mnie więcej róża, winogrono,
Rzewna zieleń majowa czy jesienne złoto.
Smutna jestem jak córka, której dowiedziono,
Że jej matka, rodzona, kochana gorąco,
Jest czarnym charakterem, okrutną istotą.

Wyszłam świerza i pachnąca z kompieli. Jestem silniejsza, niż przed chwilą. MOje płatki są cudownie miękkie, a kolce głądsze od balsamu, już tak nie ranią. Kolor odżywa, zapach się unosi, nie chcę zmieniac tego stanu. Chcę się móc rozwinąć. Czuję się silna, a zarazem błagam o podlanie…

roza4.jpg

Moje życie zawsze pędziło. Jestem chyba strasznie impulsywna i zawsze muszę coś zrobić troszkę za szybko. Nie mówię, że to źle dzięki temu wyzbyłąm się wielu frustracji w stylu „kocham go już 7 lat a on nie zwraca na mi uwagi”. Ja bym tak nie umiała. Po roku maxymalnie bym sie wzięła za to, wyjaśniła i przekonałą czy jest szansa, czy nie. Ale jak widać: czasem rzeczywiście potrzeba wiele czasu. Żeby poprostu siebie przekonać, żeby uwierzyć, że masz siłę czekac te 7 lat pomimo iż nie ma szans nawet najmniejszych:)
Poznać siebie to jest strasznie trudne, zrozumiec swoje zachowania w pewnych ekstremalnych sytuacjach. Gdy nagle w przeciągu 2 sekund musisz rozważyc, co tak naprawde się liczy i czego chcesz. Ale ja byłam na to gotowa. Ze wsparciem na ramieniu, z oddechami potępienia i popychania, z trzymającymi się za mnie kciukami, poprostu to zrobiłam. Przez przypadek, nie tak jak chciałam, nie tak jak powinnam, niepotrzebnie. Ale po coś. Ja zawsze wierzyłam w to, ze wszystko jest po coś. Bo przeciez bez sensu by sie nie działo nie?
Moje sny jak zawsze są po mojej stronie, wierza we mie, umacniają. Kocham moje sny. Choc są wizją, marą, choc nie są prawdziwe, co ostatnio wszyscy zdają sie sobie umiłowac(PRAWDA ABSOLUTNA) to jednak dodają mi sił, pchają mnie w najgorsze bagno mojego życia… Co z tego? Dam radę, przecież nie mogę sie poddać i zmarnować swojego życia.
Chciałabym potrafić kiedyś przekazać moim dzieciom wszytsko czego sie uczę co dnia. Chciałabym, żeby one nie miały aż takich padołów. Choc moje padoły to prawie jak kanion kolorado. Są strasznie głebokie, ale zaczynam się nimi zachwycac. Przepiekne… Ale dopiero teraz, kiedy mogę być szczęśliwa na maxa. Kiedy wszyscy już wszystko wiedzą, kiedy jestem na maxa fer chyba nawet w stosunku do samej siebie…. Ja jestem na 100% pewna ze dla jednego promila warto życ. Samobójstwo?-powiecie. Tak. ale takie samobójstwo, ktore prowadzi do pełni życia.
„Bo nikt z was, kto się nie narodzi powtórnie, nie wejdzie do Krolestwa Życia”

Chciałabym

1 komentarz

Chciałabym wyjechać, uciec,przed tym wszystkim
Zacząć od nowa
Znowu
Od nowa…
Chciałabym zapomnieć,
Albo nie, wrócić,
Albo nie,
Nie wiem.
Chciałabym nigdy już nie bładzić,
Nie zatrzymać sie,
nie zwątpić.
Chciałabym się wtopić w ramiona najszczesliwszego szcześcia jakie zaznałam i nigdy ich nie opuscic.
Chciałabym i nie mogę.

Boje sie, zaczac od nowa, rzuc to wszystko niczym zaległy kurz,
Boje sie, zostac sama ze swoimi myslami , w swoim pokoju bez scian bez granic,
Boje sie, dnia kolejnego i jeszcze kolejnego.
Boje sie tego co jeszcze mogę zrobić aby to wszystko zniszczyc.

Napisałam ładną długą notke i wtedy blog siadł:( Wiec musze pisac od nowa. Piękny był ten wyjazd poza tym, ze nie mogłąm sie dogadać z Marcinem. Ale były przepiękne modlitwy, były wspaniałe spotkania, było mi super dobrze, takiego proroctwa nigdy nie było, takich chwil już dawno nie przeżyłam. Nocka zburzyła delikatnie moje poczucie spokoju, znowu wszystko wróciło. On jednak ma rację, ze sie tym przejmuje. Bo na mnie to też nadal ciąży. Nie mogę sie odnaleść. w tym wszystkim nie mogę. ryczec mi sie chce, ale nie mogę, bo tylko ja mogę cos z tym wszystkim zrobic, mogę to rzucić te 2 lata, mogę wracać do przeszłości a życ jak teraz, moge zapomnieć o wszystkim(tylko nie wiem jak), mogę być sobą tylko muszę siebie znaleść….

„Uczę się ciebie człowieku.
Powoli się uczę, powoli
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa – jednako -
Do ciebie, człowieku należy.

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem -
Ale twe ranne wesele
Twą troskę wieczorną rozumiem”

J.Liebert

Gdybyś był blisko
dałabym ci
tę pierwszą poziomkę

Mówiłabym
Weź najmilszy
to jest kropla słońca

Ty jesteś daleko
a poziomka ma kształt
łzy


  • RSS