Wchodzisz do wody.
Początek końca.
Po kostki.
Po kolana.
Po uda.
Po tyłek.
Głębiej. Szybciej ucieka grunt spod nóg.
Na palcach stąpasz po miękkim gruncie.
Głowa ledwo nad powierzchnią.
Oddychasz. Ledwo.
A potem pływasz. W bagnie.
Głupio się wrócić, zmarnować ten przebyty już dystans, czas.
Lepiej zabaczyć, co ejst po drugiej stronie.
Ciekawość i niechęć przyznania sie do błędu.
Zmęczenie-dość szybko.
I
Zaczyna się.
Toniesz.
Nie masz sił.
No, może resztki.
Myślisz-umieram.
Przyzwyczajasz się do tej myśli, podczas, gdy ostatkie sił ulatuję z ciebie. Śmierć długa i bolesna. Uświadamia Ci, ze nie możesz zrobić nic. Tylko czekać.
I nagle
Pojawia się ona.
OSTATNIA DESKA RATUNKU.
Nie brzytwa.
Całkiem ładna i porządna deseczka.
Łapiesz ją, doznajesz uczucia radości,nowy napływ sił, cudowne uczucie nadziei, ratunek od śmierci.
Co z tego, ze nadal jesteś na środku.
Że nadal nie masz sił.
Ze to tylko wydłuża się twoja śmierć.
Ty trzymasz. I wydaje ci się, ze żyjesz.
Może nawetwydaje ci się, ze owa deska to początek twojego nowego lądu albo część starego, do którego uda ci się wrócić.
I może nawet jesteś szczęśliwy.
A deska wkrótce odchodzi.
Nowa fala wyrywa ci ją z rak.
Nowe zmęczenie każe ci ją puścić.
Lub deska sama postanawia cię opuscić.
I co wtedy?
Zbarać nową nadzieję to gorzej niż zabrać starą.
Zrobić nadzieję i uciec.
Dać nadzieję, a potem odejść.
Ale ja…
JA jej nie wierzyłam.
Już dość dawno wiedziałam, ze tonę.
Przyzwyczaiłam się, można powiedzieć.
A deska. To strach przed śmiercią.
Moje tchórzostwo.
No i może
Niestety
Za to sie nie cierpię.
Może
taka
mała
kropeczka „nadziei”.
„Nadzieja żyje dłużej niż człowiek.”
Ale już odeszła
Więc ja też utonęłam. Po prostu.

NIe wierzcie deskom. Czekajcie (jeżeli chcecie jeszcze żyć) na łódź. Gdyby nie deska, żyłabym jeszcze, czekała i może łódź by przypłynęła. Ale złapałam się, wydawało mi się, że jest tak dobrze, że to znowumój ląd. I wystarczył krok, w którąkolwiek stronę. Tonę. Już utonęłam. Po prostu.