kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Wrócili

1 komentarz

Wszyscy wrócili. Pierwszy raz poczułam taką tęsknotę za ludźmi. W tym roku właśnie w tym okresie. Ale wczoraj… wrócili. Nareszcie porozmawiałam sobie z moją mamą. Już dawno nie cieszyłam się z jej obecności tak bardzo jak wczoraj. Ona jest cudowną osobą. Przecież tyle lat tak cicho i pokornie służy nam tutaj w domu, pomaga, umacnia motywuje, znosi nasze humory, pyskowanie, lenistwo. Jest naprawdę dobra mamą. I cudownym człowiekiem. Szkoda tylko, że nie rozumie pewnej ważnej sprawy. Ale myślę, że z czasem zrozumie. Przeciez mnie kocha i chce mojego dobra. Tato też wrócił i sama jego obecnosć tak jakoś przywróciła mi spokój i poczucie bezpieczeństwa. No i mój kochany malutki piesek,który tak bardzo się cieszył, że mnie widzi i który dał mi możliwość wyjścia na spacer o 00.00 w nocy:P Dzięki temu spacerując koło kościoła zobaczyłam grupkę młodzieży i od razu wyczułąm tam wariatkę-Anię. Rzuciła się na mnie, ale się jej nie dziwie, bo ja też sie maksymalnie stęskniłam. A w nocy wróciła Agata z Gosią. I nareszcie wszyscy są tu na miejscu. Cieszę się strasznie. Marcina mam cały czas przy sobie, choć dopiero od 17. Żałuję jednak bardzo, że Krzyśka wysłali aż do Ziębic, że pewnie nie będziemy mieli zbytnio możliwości kontaktu. Żałuję. Bo to naprawdę dobry i wartościowy człowiek. Tak więc dziś będę miała dużo zajeć, ponieważ każdy z pewnością będzie chciał się ze mną zobaczyc…:P „Co ta Daria w sobie ma??” – No włąsnie co?:P

boli…

1 komentarz

Bardzo mnie to boli. Że najbliżsi mi ludzie nie potrafią zrozumiec tego, co jest dla mnie ważne, najważniejsze. Że nie potrafią sie ze mną cieszyć moim szcześciem. Że mnie potępiają, wyszydzają i osłabiają w zapale. I zaczynam przez to wątpić w sens swoich marzeń, radości… Dlaczego? Mamo, tato, nawet ty M.? Nikt mnie nie rozumie. Bardzo to jest dla mnie dziwne. Bo obcy za to potrafią jakoś łątwiej zrozumieć. Jakie to życie jest dziwne. Ale cóż. Ja i tak kocham życ, i tak się nie poddam. Mam nadzieję, że bedzie coraz łatwiej, że wszyscy sie wkońcu przekonają, że to nie ejst udawanie, jakaś martwa niepotrzebna rzecz. Że to moje życie.

nerwy

Brak komentarzy

Ja to nie wiem. Niby zawsze taka opanowana, spokojna, a jak przyjdzie czas, kiedy nie trzeba się denerwować, to cała chodzę aż w środku. Boję się. I tyle. Ciekawa jestem, jak ja się tak stresuje głupim teraz to co dopiero będzie np. na maturze… Nie czuję sie zbyt pewnie. I tyle. Ale nie ma co zaraz panikować. Muszę sie jakoś uspokoić i nie dać się. Bo przecież czasem nie trzeba być od razu najlepszym, szczególnie że zdaję sobie sprawę ze jeszcze wielu rzeczy nie potrafię… No coż. Bywajta.

Rewelacja

4 komentarzy

Mija kolejny dzień. I wakacje już się prawie kończą. Ale zdarzają się takie dni jak wczorajszy, kiedy naprawdę czujesz, ze żyjesz. Było pięknie. Cały dzień odpoczywałam, czytałam, spotkałam się z Kaczorem na bardzo ciekawy spacer, potem byłam w kościele, na rowerku, na dodatek poejchaliśmy do Waldka i mogłam go znowu zobaczyć. Ale najlepsze zaczęło sie później. Bardzo spontanicznie okazało się, że Agata będzie u mnie spała. Więc po nią poszłam… To, co tu się działo, to… brak słów.:) Najpierw się malowałyśmy kremem czekoladowym, potem już moimi kosmetykami:P, następnie wybyłyśmy o 2 na spacerek przy świetle gwiazd, było cudownie, choć bez kompanów:( Następnie kolacja, pyszna tucząca jajeczniczka o 3 nad ranem. i olimpiada przez pół nocy. Najlepsze, a raczej najgorsze jest to, że budzik chyba nie zadzwonił i Agata spóźniła się na wyjazd… Mam nadzieję, ze nie będzie miała przez to żadnych problemów… Oby. I tak oto mija kolejny dzień.
I już coraz bliżej do roku szkolnego, do matury, do tego wszystkiego, co tylko zabiera czas i niewiele daje… Im bardziej o tym myślę, tym bardziej nie dobrze mi się robi… Fe.
I wszystko byłoby jeszcze jakos dobrze, gdyby nie to, ze moje słońce coś fisiuje. A mi znowu przez to jest niewesoło. Tak…. życie!

Dziś

1 komentarz
Jeśli wiedzielibyśmy,
że życie ma skończyć się jutro,
czy nadal marnowalibyśmy dzisiejszy
dzień na kłótnie?

Czy tracilibyśmy drogocenne godziny
na budowanie ściany lodowatej ciszy
lub na wyrzucanie z siebie potoku
przykrych słów – broni niewidzialnej,
ale która rani jak rozrzucone na drodze
kamienie i potrzaskane butelki?

Jeśli wiedzielibyśmy,
że życie ma skończyć się jutro,
czy wciąż trwalibyśmy w błędnym
przekonaniu aż tak zdeterminowani,
aby nie przyznać się do tego,
że nie mamy racji?
Zamiast nie dbać o to,
kto pierwszy zaczął – wiedząc,
że żadne z nas nie ma całkowitej racji -
i zakończyć tego rodzaju wojnę jako pokonani?

Jeśli wiedzielibyśmy,
że życie ma skończyć się jutro,
z pewnością docenilibyśmy dzisiejszy dzień.
Wypełnilibyśmy nasz czas miłością i radością,
które tworzyłyby wartościowe wspomnienia,
rozjaśniające nasze serca,
zamiast złością i goryczą,
które potrafią niszczyć i to całkowicie.

Jeśli wiedzielibyśmy,
że życie ma skończyć się jutro…

Ale kto może powiedzieć,
że tak nie będzie?

Jedyną chwilą, której możemy być pewni,
jest dzisiaj.

Dziś więc sięgnę po twoją dłoń.

Dziś powiem: „Przepraszam” i „Kocham cię”.

Rożności

1 komentarz

Postanowiłam wpisać coś nowego. Nie wiem jeszcze co to bedzie… Ale tak siedząc sobie w domu postanowiłam napisać. Właśnie czekam na telefon. Właściwie nie wiem dlaczego czekam, skoro nikt nie mówił, ze zadzwoni. A ja czekam. Głupia Daria. Ale tak jakoś w podświadomosci mam nadzieję, ze telepatycznie ktoś tam poczuje, ze powinien zadzwonić i zadzwoni. Tak jak czasami to robią niektórzy.
Poza tym znowu sama. Często sie ostatnio zdarza, ze siedze sama. Z jednej strony mnie to cieszy. Mam spokój, moge kiedy chcę jeść, kiedy chcę czytać, modlić się, robić co chcę. Ale smutno. Nawet nie ma sie do kogo odezwać. Dlatego może czekam, ze ktoś zadzwoni… o 23 w nocy:P buahaha.
Dziwię się sobie, ze mam tyle sił. Dzis przeciez wstałam przed 6, miałam stresujący dzień a czuję sie jak nowonarodzona. Nie wiem, czy to jeszcze udziela mi sie ten nastrój popielgrzymkowy, czy co? Ale jest ok.
Zdałam teorię. Oświadczam wszem i wobec. Zero błędów. Praktyką na pewno chwalic sie nie bedę, choć mam bardzo cichutką nadzieje, ze moze będzie podobnie….:)
A jednak przeczucie się sprawdziło. Miałam super telefon. I jest git. I czuję się jak nowonarodzona znowu. A teraz ide na spacer. I „zaczynam nowe życie od dziś. Nie zginę w nim, bo jesteś Ty Odnalazłem Cię”. …..z małej muszelki…

Dawne wspomnienia nie warte świeczki ani znicza. świat dawnych spraw poszedł się paść. Nic mnie już nie trzyma… I’M FREE!!!!

zmiany

4 komentarzy

A teraz dla odmiany jest mi dobrze. Tak bardzo dobrze. Cudownie wręcz. Żadnych problemów. Tzn mnóstwo jest problemów, ale powiedzmy jakoś nie są w stanie zburzyć spokoju mojej duszy. Jestem taka wyciszona, napełniona radością miłością, chęcią do czynienia dobra, że narazie nic nie jest w stanie mi tego zabrać. I choć jest tak mnóstwo złych rzeczy wkoło, tak wiele zła sie dzieje, ja sobie żyję i jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. Byle by tylko te owoce pozostały we mnie jak najdłuzej, a najlepiej na całe życie:) Choć wiem, że już niedługo będzie coraz ciężej. Przeciez szkoła, stresy, brak czasu… To wszystko strasznie rujnuje spokój. Ale damy radę. „Bo wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” I dzięki ludziom, którzy sa Jego obrazem tu, na ziemi.

Częstochowa

1 komentarz
Mogę postanowić
że będę szczęśliwy w tym szarym dniu.

To nieistotne, czy dzisiaj pada deszcz,
czy świeci słońce. Nieważne, czy cieszę się
chwilą wolnego czasu, czy też mam przed sobą
dzień pełen obowiązków.

Wiem, że dzisiejszy dzień
Bóg stworzył z myślą o mnie.

Pragnę więc przyjąć ten dzień
z wdzięcznością i chcę cieszyć się nim,
a to, czego nie będę umiał zmienić,
pragnę z ufnością zawierzyć Bogu.

Dokładnie tego się nauczyłam. Znaczy przypomniałam sobie na pielgrzymce. Być wdzięcznym za każdy dzień życia, w każdej chwili pragnąć dobra dla drugiego człaowieka. I dziękować Bogu za wszystko i wszystkich. I wierzyć w jego Boże miłosierdzie. Jezu Ufam Tobie!!! Maryjo Częstochowska, dziękuję!!

Życie

2 komentarzy

Dobra koniec. Koniec suchych relacji z wakacji. już mi się nie chce. Po co mam komukolwiek opisywać kolejne dni? I tak nikt nie czyta. Tylko sobie to pisze. A fakty to ja będę pamiętać. Tylko nie będę pamiętać uczuć jakie mi towarzyszyły.
Więc teraz czuję się rozbita. Mam beznadziejną torbę i będzie mi bardzo trudno z nią iść. Bo jak będę coś chciała wyciągnąć to zajmie mi to mnóstwo czasu. Poza tym przypomniałam sobie jak mnie okropnie bolały nogi w Oleśnicy. Nie będzie równiez tak fajnie dlatego, że idą sami znajomi. Nie będę wiedziała z kim akurat pogadać, kto mnie potrzebuje, poza tym nie jest kompletnie dograna sprawa spania w namiotach. Boję się iść, boję się bólu, złego samopoczucia. W tamtym roku doskonale mi było, tańczyłam, śmiałam się. Czy teraz tez tak będzie. Wiele się zmieniło. Nic już nie jest takie jak dawniej. Takie radosne..
Nasze spotkanie. Było takie smutne i okropne, jak dwie obce osoby. A ja go tak kocham. Tylko czemu tak późno dowiedziałam się ze nie potrafię bez niego żyć? czemu nie mogłąm ominąć tej kompletnej głupoty i dlaczego ktoś mi pozwolił to uczynić?
Źle mi i trudno. Mam sobie znaleść wyjazd na sierpień. A może lepiej sobie znajdę nowe miejsce zamieszkania. Może w ogóle powinnam sobie znaleść nowe życie i zostawic w spokoju tych wszystkich, którzy już tyle razy przeze mnie cierpieli. Tak trudno mi. Ale będę walczyć. Nie chcę poraz kolejny popełnić błędu zaniechania. Znowu się poddać. Tylko czy to będzie lepsze? Dla niego, dla wszystkich? Ja już nic nie wiem. Nic nie rozumiem. Nic.
I tak pójdę na pielgrzymkę i i tak będę żyła dalej. Tylko co to za życie, gdzie radość z ukochaną osobą już nigdy nie będzie prawdziwa radością, a zaufanie jeżeli w ogóle będzie możliwe, to upłynie wiele czasu. Jak długo mogę bazować na udawanych przyjaźniach, na znajomych, którzy sa tylko jak jest dobrze, na podpowiedziach które do niczego nie prowadzą. Najbardziej bym chciała oddać się cała Panu Bogu, zeby mnie zabrał do Siebie. Ale tak uwierzyć tez nie potrafię. Niczego nie potrafię. Nie potrafię żyć.

Cudownie

Brak komentarzy

Cudownie było w Osinie. Trochę smutno, bo Marcinka nie było. Ale w weekend był ze mną i było super. Dogadywaliśmy się cudownie…. I było wspaniale. Cudowny weekend. To miejsce jakoś tak na mnie wpływało, że byłam spokojna, radosna, miałam dużo sił i ochoty do pomocy. I w ciągu tygodnia tak samo było. A było w czym pomagać: koszenia, mycie naczyń, zajmowanie się dziećmi, zachęcanie ludzi do wspólnej zabawy i przede wszystkim gra na gitarze… W ogóle nie byłam do tego przygotowana, żeby przez cały tydzień sama prowadzić śpiew. Ale jakoś poszło. Bóg mi pomagał i umacniał. Było wiele smiesznych i radosnych sytuacji, mnóstwo wspaniałych ludzi. Poznałam na nowo starych znajomych, a tych nowych bardzo polubiłam. Super było, fajne teksty, dzieci były chętne do zabawy i fajnie się bawiliśmy.Były tylko niewielkie problemy, ale mnie one prawie nie ruszyły postanowiłam się tym nie przejmować. Trudno się mówi. Przed Osiną byłam jeszcze nad morzem. Było fajnie, zbieraliśmy jagody, grzyby, kompaliśmy się. A teraz ide na pielgrzymkę. Raduję się bardzo, tylko szkoda, ze znowu tyle czasu Marcina nie będzie i go nie zobaczę. ale będę się modliła, za nas, za niego no i ZA MATURĘ. ja chcę zdać.


  • RSS