kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

these

1 komentarz

these foolish things remind me of you!
:(

„Marmość nad marnościami, wszystko jest marnością”
Marne życie, świat jest marny. Nic nie jest godne uwagi, ani poświecenia. Nie warto.
„Kochać nie warto, szanować nie warto, lubić nie warto, całować nie warto.”
Mówią, że upić sie warto, ale tez nie. Kac potem męczy.
Ani w żadnym razie nie podążać za marzeniami.
„Takiż to świat! Niedobry świat!Czemuż innego nie ma świata?”

Dziewczyna

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…
Mówili o niej: „Łka, więc jest!” - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat – i świat zadumał się w tej chwili…
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!”
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną…
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!
Lecz cienie zmarłych – Boże mój! – nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas – i tylko młot inaczej dzwoni…
I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!”
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.
Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera…
I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!…
I znikła treść – i zginął ślad – i powieść o nich już skończona!
Lecz dzielne młoty – Boże mój! – mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!”
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.
I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem – nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko – głos, i nic nie było oprócz głosu!
Nic – tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
Wobez kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.
I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?

B. Leśmian
Tylko, że umierać narazie też nie warto…

Na północy ściął mróz
Z nieba spadł Wielki Wóz
Przykrył drogi, i pola, i lasy.
Myśli zmarzły na lód
Dobre sny zmorzył głód
Lecz przynajmniej się można przestraszyć

Na południu już skwar
Miękki puch z nieba zdarł
Kruchy pejzaż na piasek przepalił
Jak upalnie, mój Boże
Lecz przynajmniej, być może
Wreszcie byśmy się tam zakochali

A w Krakowie
Na Brackiej pada deszcz
Gdy konieczność istnienia
Trudna jest do zniesienia
W korytarzu i kuchni pada też
Przyklejony do ściany
Zwijam mokre dywany
Nie od deszczu mokre lecz od łez

Na zachodzie już noc
Wciągasz głowę pod koc
Raz zasypiasz i sprawa jest czysta
Dłonie zapleć i złóż
Nie obudzisz się już
Lecz przynajmniej raz możesz się wyspać

Jeśli wrażeń cię głód
Zagna kiedyś na wschód
Nie za długo tam chyba wytrzymasz
Lecz na wschodzie przynajmniej
Życie płynie zwyczajnie
Słońce wschodzi i dzień się zaczyna

A w Krakowie
Na Brackiej pada deszcz
Przemęczony i senny
Zlew przecieka kuchenny
Kaloryfer jak mysz się poci też
Z góry na dół kałuże
Przepływają po sznurze
Nie od deszczu mokrym lecz od łez

Bo w Krakowie
Na Brackiej pada deszcz
Gdy zagadka istnienia
Zmusza mnie do myślenia
W korytarzu i kuchni pada też
Przyklejony do ściany
Zwijam mokre dywany
Nie od deszczu mokre lecz od łez

Bo w Krakowie
Na Brackiej pada deszcz
Pada deszcz…

30.jpg

Nie wiem, jak dalej będzie, czy to kolejny nowy rozdział, który przetworzy się w ciąg dalszy, czy może jednak to oderwany od całości fragment, a może to juz epilog? Nie wiem. gubię sie w myślach o świecie, o sobie, o wszystkim. Wszystko mi sie pomieszało, poprzewracało, nic nie wiem. Znów stoję w bezkresie codzienności.

Ale dziś jestem cudownie przepełniona pozytywną super energią:) Właśnie byłam na super modlitwie w kościele Św. Krzyża. I Bóg zdziałał mnóstwo cudów. On jest niemożliwy. Jak czasem coś wymyśli, to tylko leżeć krzyżem i mu dziękować, calą wieczność:) Cudownie. Czuję się najszcześliwszą Darią pod słońcem, już dawno nie czułam w sobie tyle energii, takiej super dobrej. Zapowiada się super 5 dni, a ja już jestem najszcześliwsza. Mam nadzieję, ze w poniedziałek będę miała tyle energii, aby dotrwać w niej aż do matury. Powiem więcej, ten dzisiejszy dzień był jak wyrwany z moich marzeń. I dał mi chęć zrobienia zadania z matmy:P Kocham Cię Boze za cudowne Twe dzieła:)

buuum

1 komentarz

Czas ucieka mi miedzy palcami, nie potrafię zbytnio sobie ze sobą poradzić. Ale jest trochę lepiej. Teraz wróciłam z wyjazdu, byłam u babci i u chrześniaka. Było sympatycznie, ale nic sie nie nauczyłam. I dziś cierpię. Ale nie jest tak źle, bo dostałam 3+ z informatyki, chociaż nic mi nie działało. Pisałam ten sprawdzian po cięzkim dniu i i tak się dziwie, że tak dobrze mi poszedł:)
Wróciłam wczoraj, zmeczona, ale to nie przeszkodziło mi w pojechaniiu na spotkanie popielgrzymkowe. Tam byłam 2 sekundy i pojechałyśmy, tam gdzie trzeba:) Pośmiałyśmy się, powariowałyśmy, rozerwałam się, potem dojechaliśmy pod p i tam była maxymalna polewka…:) Ale o tym cicho sza :*
Dzień był w sumie super, podobało mi się, odpoczęłam. A w nocy jeszcze dzwonił mój kochany Marcinek, pogadaliśmy sobie, był słodziutki:), mama chrapała, fajnie było, Śmialiśmy się wszyscy.
Idę na lekcję i dzię mam nadzieję się pouczyć porządnie. Ten tydzień nie ma Marcina, więc może uda mi się pouczyć naprawdę dobrze.

Żle..

3 komentarzy

wiecie co? stwierdziłam, ze to jest chyba bez sensu. Pisać tak tu o wszystkim. Ale pewnie wcale tak nie jest. Tylko, ze od pewnego czasu WSZYSTKO wydaje mi sie bez sensu. Nie mogę sobie znaleść nigdzie miejsca, prawie nigdzie nie znajduję radości, nic mnie nie obchodzi, a jednocześnie wszystko mnie zasmuca… Nie umiem się modlić, nie umiem być miła, nie wiem, co sie dzieje, ale raczej coś niedobrego. Dziś na chwilkę sobie poprawiłam humor, ale szybko przeszło. Jest beznadziejnie. Ale muszę sobie dać z tym radę. Właściwie postanowiłam przeczekać po prostu ten okres. Tylko czy potem nie będzie już za późno? Może powinnam wziąść sprawy w swoje ręce i załatwić wszystko raz na zawsze? Nie wiem.
Rozbita, rozstrojona, kompletnie beznadziejna Daria.


  • RSS