kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011

Lepiej jest, całkiem lepiej. Trochę mi przechodzi ta nostalgia… Wiosna coraz piękniejsza, słońce coraz wyżej a w sercach coraz weselej… Racja, że bywa różnie, ale nie jest źle. Ostatnio zdaje mi się że należałoby coś mienić, ruszyć znowu na podbój świata.. już trochę się opier**lałam.
Myślę, co z Nimi będzie. A raczej z nią. Nie wiem i ciągle się zastanawiam, czy powinnam mówić coś. Wszyscy wkoło mówią, ale nikt prosto w twarz… Chyba by trzeba. A znowu czy jest potrzeba, sens się wtrącać? każdy uczy się na własnych błędach.. ale pewne błędy są nieodwracalne, szczególnie dla pewnego typu ludzi. Co robić? Całą niedzielę prasując myślałam o tym. Nie wiem, czy… no kur*a nie wiem!! To jeden z poważniejszych dylematów ostatnich miesięcy… Z jednej strony nie chcę się wtrącac w tak poważną sprawę, nie chce mieć na sumieniu ew rozłąki, jeżeli miałaby przynieść nieszczęście, a z drugiej jeśli kiedyś miałaby płakać przez Niego, to wolałabym, żeby się rozstali, nawet jeśli to przyniesie chwilowe cierpienie.
Jest to masakra i najłatwiej jest mi o tym nie myśleć, ale to nie zmienia potrzeby podjęcia świadomej decyzji, rozmawiać czy nie…..
P. martwi się kasą, a raczej jej brakiem… ale ja wierzę, ze sobie poradzimy.
To tyle.

Zauważyłam, ze znowu nie pisałam… No cóż… widocznie są momenty w życiu w których tego nie potrzebuję. Na codzień zyję, życie biegnie i wtedy człowiek nie ma czasu się zastanawiać. A poza tym, gdy masz z kim pogadać, tak serio, od serca, komu możesz się wyżalić, wtedy… nie ma potrzeby.
Dziś nie jest taki dzień. Dziś jest znowu stresująco, obco i nieprzyjemnie. Czemu? Wspomnienia. Gdy wspominam, często łapie się na tym, że te wspomnienia nie nadają się do żadnej publikacji. Że nawet mnie zawstydza moje życie. Że to o czym myslę i czego mi brak już dawno powinno ulecieć z mojej głowy i serca. Teraz jest inny czas, nie ma co płakać nad wylanym mlekiem. Ale łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Never ever nie myślałam, że znowu powrócą tamte dni, a dziś wróciły ze zdwojoną mocą, najpierw w myśli, potem w śnie i dziś w myśli cały dzień. A tu jeszcze kalendarz nieubłagalnie przeciw mnie… muszę coś z tym zrobić.
Skończyłam 25 lat, mam rodzinę, męża, dziecko, mieszkanie, skończone studia (no prawie), paczke spoko przyjaciół, całkiem niezłe zycie ogólnie. I tylko czegoś brak, czegoś brak,… tylko czegos brak, czegoś brak… może urlopu.
„Uczę się Ciebie człowieku…” te słowa będą mi narazie towarzyszyły. Może mi przejdzie… może lepiej szybko.


  • RSS