kobieta-zagadka blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Piszę. Bo nie chcę całkiem przestać pisać. Ale w codzienności za bardzo nie potrzebuję tego. Jest dobrze, jest miło, jest spokojnie.

Zmieniają się priorytety, zmienia się życie, nowe znajomości dochodzą, stare odchodzą albo się zmieniają, albo niespodziewanie wracają, jak na sylwka.

Indie. Francja. Zimowy wstrętny Budapeszt ale z osobami, które czekają i chcą się widzieć. Wrocław z rodziną i przyjaciółmi, którzy są tacy sami od lat, zawieszeni tam, ale nie sposób ich wyciagnąć, choć na trochę do swojego życia. Nowi, przypadkowi ludzie, spotkani na wyjeździe czy w miejscu, którzy nieświadomie i nieintencjonalnie zmieniaja myślenie, wpisują się we wspomnienia, mówią coś, co zostaje na długo.

Zawieszenie, czekanie, stagnacja, bak planów i konkretnych marzeń. Szybko należy to zmienić, szybko!

Jakoś lepiej i inaczej jest. Nawet dobrze, choć ilość zajęć w codzienności przytłaczająca czasami i roboty coraz więcej – wiedziałam, że tak będzie, obijając się przez 3 lata…. ale nic trzeba przyspieszyć ze wszystkim i coś zrobić… Najlepiej coś ciekawego. Znowu był pomysł, żeby kupić mieszkanie, znowu chyba zarzucony… Ja już nie wiem co my tak na prawdę chcemy robić… Co zrobimy? Jak się życie potoczy.

Poznałam mamę Weroniki, z Asią jest spoko, Aga i jej rodzinka… A W coraz dalej…. Kolej rzeczy – smutna kolej rzeczy.

w sumie nic

Brak komentarzy

W sumie nic ciekawego się nie dzieje. A jednoczesnie nie ma czasu, człowiek zabiegany w codzienności. Dzisiaj sen przypomniał mi stare czasy, potem aż nagrałam do Jo, która od 2 msc się nie odzywa. Mówiłam zazdrość, a jednak nie zazdroszczę, mówiłam, że jej fajnie, a nie było. Ale chyba zakończyła. I ja też w sumie już dawno, choć jak myślę o przyszłości, to czasem ściska mnie w żołądku.

Nerwowość czasem się pojawia. Ale czas naprawdę wszystko zmienia. Czas wszystko reperuje i pokonuje. Dziś współczuję Marcelowi, to jest okropne. Ale może z czasem…

Oh, ciekawe jak się potoczy kolejny dzień, kolejny miesiąc, rok i życie…. Ciekawe.

I really love the way Jo is with me. I probably now figure out what is happening. Oho! nie mam pojecia dlaczego zaczelam pisac ta notke po angielsku. A moze tak wlasnie jest, mysle po angielsku. O tym na pewno mysle po angielsku, o wszystkich naszych rozmowach i mailach. Ale to by bylo chyba na tyle. Tak czasem bywa, cos sie zaczyna i konczy. I moze i lepiej. A czasem potrzeba rozjasnienia umyslu, oczyszczenia i zwyklego zacznij od nowa. Powinnam teraz sprobowac zaczac od nowa, przepatrzyc swoje myslenie i emocje i nie poddawac sie tak latwo smutkowi. Tak, temu wszechogarniajacemu smutkowi, ktory towarzyszy mi od rana… Ide na dwor. Damm you, Daria. Damm you Jo, I am so jelous….. :)

Musze sie znowu wypisac… przychodza takie dni, takie stany, takie momenty, kiedy po prostu zle sie czuje we wlasnym ciele, z wlasnymi myslami… kiedy probuje muzyka zabic mysli, a one uporczywie wracaja… kiedy tak jak dzisiaj po prostu czuje sie nieszczesliwa, obca sobie, obca we wlasnym ciele, po prostu nie moge wytrzymac… Taki bol, ale nie fizyczny, jakby bol istnienia, taki stan, ktorego nie mozesz zmienic, nie mozesz nic z nim zrobic… trzeba przeczekac. Ale to boli.

Nic specjalnego sie nie stalo, niewiele sie zmienilo, nic sie nie wydarzylo. A jednak w takiej codziennej codziennosci najlatwiej czasami to poczuc.

Oby szybko to minelo. Oby jak zawsze pewnej chwili po prostu przeszlo. Tak musi byc. Tak jest od zawsze. Kiedys bywalo czesciej, wiem. Teraz pozostalo gdzies gleboko i tylko czasami wynurza sie z wnetrza. Znudzenie zyciem, zniechecenie takim trwaniem bez sensu, brakiem widocznego powodu, zeby tu byc, zeby trwac, zeby zyc. Taki podstawowy bol istnienia.

Minął miesiąc, odkąd pisałam. Co sie zmienilo? Niewiele… Są dni łatwiejsze i trudniejsze. Są chwile spokoju i szalone zmiany i wyjazdy. Jadę dzisiaj do Anglii, właśnie wróciłam z Polski. To był smutny dzień… kilka przemyśleń, trochę łez, dość miłę spotkania z rodzinką, spokój emanujący z tamtych miejsc… U nas życie pędzi nieubłaganie a w pędzie jak wiadomo łatwo zgubić istotę rzeczy…

Praca musi iść pełną parą od poniedziałku, trzeba pisać, trzeba publikować, trzeba przygotować się do konferencji w Bordeaux. Ciekawe jak tam będzie… dużo ludzi jedzie, z naszej sieci chyba z 7 osób. Jak będzie?

Wydawało się, że postanowiłam nie powtarzać głupich błędów w przyszłości, a czasem myślę inaczej.

 

Konf

Brak komentarzy

Ciekawa, dluga, upakowana. Wieczor w klubie z szotami, wiadomosc. Potem fajna gala, drink a na koniec i tance do puszczanej muzyki….

A kolejny dzien… Zmarnowany. A kolejny – lepiej… Co bedzie dalej? Nic.
Bylo super i beznadziejnie zarazem. Ale wspomnienia juz zostana. Na zawsze. Poisson. Roxette.

Pari

Brak komentarzy

Co to byl za wyjazd. Napakowany, mnostwo roboty, mnostwo czasu spedzonego na przygotaniu postera, prezentacji i wystapienia na konferencje. Ale jeszcze wiecej na imprezowaniu. Jedna noc w klubie z W. tance i szalenstwo do bialego (bardzo) rana. A potem kolejna w wiekszej grupie, ale rownie szalona noc. Dzialo sie. Bylo milo i wesolo. Ciekawe jak bedzie w M. Czy tak samo wesolo?

No tak juz nawet zapomnialam o poprzedniej notce, tyle czasu tu siedze.

Byl Piter, pogody nie bylo, dzieci chore, nie wyrwalismy sie sami Ale za to z rodzinka pospacerowalismy po miescie. Jest nadal super. Disneyland magiczny. Widzialam juz co najwazniejsze, a teraz jakies nowosci. Planuje sobote jeszcze zwiedzic polnoc, a niedziela z muzeami. Wczoraj lataly jakies drony. Mam nadzieje ze sie nic nie wydarzy, poki tu jestem.

Robota – no coz jakos idzie. Malo mamy roztworow i nie mozemy pozwolic sobie na dobre probowanie. Ale cos chyba idzie. Musze sie wziasc za pisanie. Ale mi sie nie chce. Ale sie wezme.

W czwartek Opera Garnier. Tam musi byc pieknie!

Narazie sie wszystko uspokoilo. Znowu jest normalnie i spokojnie. Znowu jestem powazna i poukladana i wszystko jest w normie. Jest dobrze.

A Pari

Brak komentarzy

Siedze sobie od niedzieli w Paryzu. I wspominam.

2 m2 w ktorych przezylismy pol roku, spacery po Montmatrze, nocne imrezki w dzielnicy lacinskiej, szwedanie sie pod wieza eiffla.

Probowalam powtorzyc spacer pod wieza, ale skonczylo sie nienajlepiej, troche nawalona ledwo sie wyrwalam z niebezpieczenstwa. Jedynie drink smakowal :P

Czekam, az P. przyjedzie i bedziemy szalec. To miasto ma w sobie cos :)

No chyba, ze siedzisz od 9-17 w biurza poza centrum a wieczorem ci sie nie chce ruszac do miasta, wtedy nie ma to znaczenia. Ale juz od jutra mam zamiar to zmienic. :)


  • RSS